Miałam ogromne i piękne plany, aby bloga prowadzić... Regularnie. Powinnam była skupić się na tym, aby prowadzić go W OGÓLE.
Niestety, moja przygoda z motoryzacją, zaraz po otrzymaniu prawa jazdy, wcale się nie rozpoczęła. To proste - brak własnego auta. To oczywiste - świeżo upieczony kierowca nie powinien narzekać na niechęć otoczenia do udostępniania swoich środków lokomocji, jednakże pewien niedosyt wciąż mi doskwierał i nie chciał się odczepić...
Dnie i noce spędzałam na marzeniach o małym, własnym, uroczym autku. Gdyby życie było takie proste ;-) Gdyby pieniądze same wpływały na konto pod wpływem siły woli już dawno jeździłabym odrestaurowanym Lincolnem Continentalem z '65 roku :-) Co najmniej!
Cierpiąc przez rok, postanowiłam w wakacje zapracować na coś swojego. Nie chciałam pieniędzy od rodziców. Ot, takie dziwne poczucie odpowiedzialności. Z autem, jak z dzieckiem - karmienie, pieszczenie, i tak dalej... A że własne dziecko wolałabym utrzymywać za własne pieniądze, podobnie stało się z autem.
W portfelu około 4 000 zł - co kupić? Od zawsze marzyłam o Peugeocie 206 CC - 15 000 zł to jednak zbyt wiele, jak na moje skromne, studenckie możliwości.
Wybór padł na pospolitego wśród seniorów ;-) DAEWOO MATIZA. Kilka dni poszukiwań i pod koniec września 2012 roku, na wsi pod Malborkiem, odnalazłam swoje małe, niebieskie szczęście - zwane aktualnie Mateuszem, tudzież - Matkiem, Matusiem lub Mateuszkiem.
Na zdjęciach - cudowny. Na żywo - mniej różowo. Wiadomo, auto z '98 roku - nie możemy spodziewać się cudów. Próg do wymiany (ta mała dziurka to i tak rarytas wśród zardzewiałych, rozpadających się z reguły Matizów), parę mniejszych poprawek lakierniczych, brak radia... I przemiłe młode, oczekujące dzidziusia małżeństwo, zeszło z ceny o całe 500 zł! Ile zapłaciłam? 3 800 zł :-)
Zostało jeszcze na nowe kołpaki i tanie, ale całkiem niezłe radio!
Nie będę ukrywać - o moim aucie jestem w stanie opowiadać długo i namiętnie. O mojej przygodzie z motoryzacją także. Aktualnie, będąc szczęśliwą posiadaczką samochodu, wiem, że będę pisać częściej.
Muszę, muszę, muszę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz